Olivia Cooke | Beware the Slenderman. | Superman: The Man of Steel (1991-2003) #1

Witaj Gościu! jeżeli widzisz ten dymek to znaczy że nie jesteś zarejestrowany/zalogowany. Kliknij by się zarejestrować. Rejestracja zajmie mniej niż 30 sekund, a dzięki niej zyskasz możliwość pobierania, komentowania oraz dodawania torrentów !

MENU


Kategorie
Olivia Cooke | Beware the Slenderman. | Superman: The Man of Steel (1991-2003) #1


FACEBOOK


PROGRAMY


WspółPraca
Poradnik
KAN


ZAGŁOSUJ NA NAS


Torrent



Torrent: ELBOW - ASLEEP IN THE BACK (2001) [WMA] [FALLEN ANGEL]
Dodał:  Fallen_Angel
Data: 12-07-2018
Rozmiar: 373.39 MB
Seed: 0
Peer: 0
Kondycja:
Zaloguj się aby pobrać


Kategoria:  Muzyka Zagraniczna

Zaakceptował: Nie wymagał akceptacji
Liczba pobrań: ---
Liczba komentarzy: 0
Ostatnia aktualizacja: 2018-07-12 11:25:47

OPIS:

...SIŁA I PIĘKNO MUZYKI TKWIĄ W JEJ RÓŻNORODNOŚCI...



„Tak zapewne brzmiałaby nowa płyta Porcupine Tree, gdyby Wilson nie poszedł w stronę metalu, a rozwinął swoje minimalistyczne, smutne granie z Recordings...”

Tak pomyślałem, kiedy po raz pierwszy dane było mi usłyszeć debiut zespołu Elbow z 2001 roku. Teraz kiedy upłynęło już trochę wody w Tamizie, na pewno nie powtórzyłbym tego stwierdzenia. Nie ukrywam jednak, że nie jest ono tak bardzo odległe od prawdy
Zespół Elbow powstał na początku lat ’90 w angielskim Manchesterze, tam po paru latach nagrał kilka epek, a kiedy udało uzyskać się nie byle jaki kontrakt z wytwórnia V2 powstała pierwsza i jedyna jak dotąd płyta – Asleep In The Back.

Sam zespół, bardzo sprytnie opisuje swoją muzykę jako „prog bez solówek” – słychać to w licznych inspiracjach. Znajdziemy tutaj wiele wspomnianego Porcupine’a, teksturalnych patentów Sylviana, Jansena, Barbieriego i Karna, troszkę Pink Floydowej nostalgii, plam organowych w stylu późnego Talk Talk itd. Zespół poprzez swój specyficzny klimat i minimalizm może także przypominać takie współczesne angielskie zespoły jak Radiohead, Coldplay, czy Starsailor. Na uwagę zasługuje szczególnie wokalista Guy Garvey, którego ogromne możliwości głosowe przyczyniają się do nastrojowości i intymnej delikatności muzyki. Guy czasem brzmi jak Mark Hollis z Talk Talk, czasem jak Peter Gabriel, momentami może przypominać Thom’a Yorke z Radiohead, albo Chrisa Martina z Coldplay’a. W niektórych miejscach śpiewa jak miks podanych wokalistów w różnych konfiguracjach – w innych (i właśnie w tych lubię go najbardziej) tworzy bardzo oryginalne – choć proste – linie melodyczne i brzmi wtedy jak... Guy Garvey. Mam nadzieje że w przyszłości muzyk ten wypracuje już własny zupełnie nietypowy styl.
Jednak nie na samym wokaliście kończy się muzyka (o czym niektórzy niestety zdają się zapominać). Cały album składa się z 12 dosyć równych, spokojnych, czasem wręcz medytacyjno-ambientowych kawałków. Kawałki te pełne są poukrywanych gitarowych zgrzytów w rodzaju tych na albumach My Bloody Valentine, wspomnianej, rozlanej pracy klawiszy, wyciszonej, często samplowanej perkusji i pulsującego basu.
Już pierwszy utwór „Any Day Now” wprowadza nas w szarawą, zadymioną atmosferę albumu. Mrocznemu akordowi organowemu wtóruje transowy rytm, po chwili Guy czaruje nas smutnym Hollisowo-Wilsonowym głosem by później dać pole do popisu gitarzyście Markowi Potterowi, który dodaje troszkę akustycznego plumkania, a także wspomnianych, głębiej nie sprecyzowanych zgrzytów i hałasów... i tak już jest do końca. Album mimo tej jednorodności bardzo wciąga – po włączeniu płyty nawet nie zauważymy zmian utworów, będziemy się delektować aktualnymi dźwiękami. Oprócz „Any Day Now” chciałbym zwrócić też Waszą uwagę na najdłuższy utwór na płycie, prawie 8 minutowy „Newborn” z cudnym akustycznym początkiem, prześlicznym post-rockowo powtarzanym środkiem i naprawdę ostrym (jak na taką muzykę) zawiązaniem. Bardzo piękne i liryczne jest też zakończenie całego albumu w postaci „Scattered Black and Whites” gdzie wokal aż za nadto przypomina mi Petera Gabriela.

Asleep In The Back to bardzo interesujący debiut. Mimo wielu, często oczywistych nawiązań, słychać tutaj zalążki całkiem oryginalnego stylu. Z niecierpliwością czekam na następne dzieło Brytyjczyków, a tymczasem nie pozostaje mi nic innego jak polecić omawiany album wszystkim fanom Porcupine Tree, Talk Talk i Radiohead. Nie jest to może muzyka tego kalibru, ale pamiętajmy że jest to dopiero debiut.

Gancz (07.02.2003)




Recenzent powinien mieć pomysły na recenzje. Inaczej popada w rutynę, zaczyna zwyczajnie nudzić. Tak, każda recenzja z oddzielnym pomysłem na jej napisanie. Tak właśnie powinno być. Aha. Właśnie tak. Cholera, nie mam pomysłu na recenzję Asleep In The Back Elbow. No nie mam. Nie będę tego ukrywał. Zupełnie nic mi nie przychodzi do głowy. Ale nie w sensie, że nie potrafię opisać muzyki, czy coś. Płyta jest całkiem przyjemna. I chyba nie ma nic trudnego w opisaniu tych dźwięków. Chodzi o to, że nie mam pomysłu. Więc zrobię recenzję o braku pomysłu na recenzję. Podobnie do tego, co niegdyś Nosowska zrobiła w "Teksańskim". Proszę bardzo.

Brzmienie. Po prostu je opiszę. Suche słowa. Nie czuję dziś weny. No dobrze. Ballady. W przeważającej większości są to ballady. Ciekawie zaaranżowane. Bo obok akustycznej gitary, sekcji i głosu kolesia, który podpisał się Guy, pojawiają się też jakieś skrzypce, jakieś pianino i saksofon. A więc warstwa brzmieniowa – jest spoko. Tak. Ale oni jakoś robią z tych ballad transowe kawałki. Weźmy takie "Little Beast". Porypana ballada, nie? Tajemniczy utwór raczej. Ale jednak ballada. W ogóle Elbow tak balansuje między zwykłymi, spokojnymi piosenkami ("Red", "Powder Blue"), a czymś odrobinę bardziej skomplikowanym (otwierający całość "Any Day Now" to w ogóle jakaś mroczna "niby-mantra", podobnie jak "Bitten By The Tailfly"). Dobra, starczy.

Melodie poszczególnych kawałków. Jest naprawdę dobrze. Proste, a jednak nie banalne. Moja ulubiona to ta z "Don't Mix Your Drinks". Nocna ballada, niby nic wielkiego, ale jednak wokalista wznosi się tu na wyżyny. No i ta gitara w środku. Szkoda tylko, że tak krotko trwa. Poza tym interesująco się robi w "Little Beast", "Presuming Ed (Rest Easy)" (momentami) i "Scattered Blach And Whites". Zwykle są to senne klimaty, w których raz na jakiś czas mamy do czynienia z ostrzejszym wejściem. Po chwili wszystko wraca do normy – nastrój, który dla jednych może być przegięciem w stronę flegmy, choć może inni coś w tym odkryją.

Porównania. No, kolesie chcą bardzo być Coldplayem. O tak, bardzo chcą. Być może dowiedzieli się, ile kasy przyniosło Parachutes. A może po prostu lubią tak grać. Dość, że momentami słychać to aż nadto. Na przykład "Powder Blue". Coldplay jak z kuriera wycięty! Ale też coś z rocka progresywnego. Słychać sporo klimatów floydowych na tej płycie. Melodia refrenu w "Any Day Now" to wolniej zaśpiewane "I know what I like" z pieśni pod tym samym tytułem (Genesis oczywiście). Lata siedemdziesiąte to właśnie nudziarskie rozwijanie tych samych motywów, jak w "Newborn". Ogólnie można dopisać Elbow do ambitniejszych brytyjskich zespołów gitarowych, które kombinują na drodze melancholii i spokoju. Tylko częste porównania z Radiohead – nie za bardzo to rozumiem.

Podsumowanie. Asleep In The Back to rzecz miła, nie przeszkadza mi. Z całą pewnością nie zaśmieca rynku. Oczywiście, nie jest to żadne zjawisko, ale jak na debiut to naprawdę coś porządnego. Życzę im jak najlepiej. Może jeszcze o nich usłyszymy. Uff, skończyłem

Borys Dejnarowicz






1. Any Day Now   6:17
2. Red   5:11
3. Little Beast   4:15
4. Powder Blue   4:30
5. Bitten By The Tailfly   6:18
6. Newborn   7:36
7. Don't Mix Your Drinks   3:16
8. Presuming ED (Rest Easy)   5:26
9. Coming Second   4:56
10. Can't Stop   4:36
11. Scattered Black And Whites   5:33




Elbow:
Guy Garvey
Mark Potter
Craig Potter
Pete Turner
Richard Jupp

Gościnnie:
The Elbow Choir – śpiew (9,10)
Danny Evans – perkusja (1)
Ben Hillier – perkusja (2), śpiew (10)
Ian Burdge – wiolonczela (2), dyrektor muzyczny (6)
Francoise Lemoignan – saksofon (4)
Bob Sastri – instrumenty dęte blaszane (5), róg (6)
Nick Coen – instrumenty dęte blaszane (5)
Martin Field – fagot (6)
Stuart King – klarnet (6), klarnet basowy (6)
Matthew Gunner – róg (6)
Jonathan Snowden – flet (6), flet altowy (6)
Dominic Kelly – rożek angielski (6)




http://www.youtube.com/watch?v=WJgXcaU7aA0


POZWÓL POBRAĆ INNYM, NIE BĄDŹ ŚWINIĄ!!!



INITIAL SEEDING. SEED 14:30-23:00.
POLECAM!!!

START JAK BĘDĄ CHĘTNI...

DETALE TORRENTA:[ ]
Podziękowania,
 


Podobne pliki
Nie znaleziono podobnych tytułów!


Komentarze